Media o nas

W najnowszym wydaniu "Ruchu Muzycznego" można przeczytać artykuł pt. „Sens sezonu”, a w nim taki m.in. fragment:
"Bezkonkurencyjna w tej kategorii okazała się Filharmonia Łódzka dająca koncerty symfoniczne niemal bez przerwy – czasem po dwa w tygodniu, za każdym razem z innym ambitnym repertuarem, zaproszonym solistą oraz dyrygentem (między innymi Claus Efland, Bassem Akiki, Antoni Wit). Co warte podkreślenia, stara się ona wychodzić poza stereotypowe kojarzenie solisty jedynie z pianistą lub skrzypkiem.”

Zdjęcie dzięki uprzejmości "RM"

***

Portal "Presto" o nas:

Druga połowa stycznia w Filharmonii Łódzkiej

W styczniu Filharmonia pozostaje w klimacie świąt Bożego Narodzenia. Podczas pierwszego w nowym roku koncertu utwory o tej tematyce wykona Orkiestra Symfoniczna FŁ pod batutą Agnieszki Nagórki.

KONCERT ORATORYJNY
15 STYCZNIA 2021 / PIĄTEK /18.55

W programie znajdą się fragmenty dwóch Oratoriów na Boże Narodzenie: Johanna Sebastiana Bacha i Camille'a Saint-Saënsa. Zabrzmi też Tryptyk Botticelliański Ottorina Respighiego, zainspirowany obrazami renesansowego mistrza Sandra Botticellego, którego jedna z części nosi tytuł "Pokłon Trzech Króli". Rozważaniom tajemnicy Wcielenia poświęcona jest część „Et incarnatus est" z Mszy c-moll KV 427 Wolfganga Amadeusa Mozarta. Patie solowe zaśpiewa sopranistka Aleksandra Kubas-Kruk, artystka wykonująca zarówno role operowe, jak i oratoryjne. Była solistką Opery Wrocławskiej, stale współpracuje z Teatrem Wielkim – Operą Narodową. Występuje w ważnych salach koncertowych, m.in: w Filharmonii Narodowej w Warszawie, Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu, Concertgebouw w Amsterdamie, Tonhalle w Zurychu czy Tschaikovsky Hall w Moskwie. Koncert będzie można obejrzeć w formie bezpośredniej transmisji online na YouTube

 

KONCERT SYMFONICZNY
16 STYCZNIA 2021 / SOBOTA /18.55

"Koncerty brandenburskie" należą do najpopularniejszych i najczęściej wykonywanych dzieł instrumentalnych na większy zespół Johanna Sebastiana Bacha. Ich tytuł nawiązuje do dedykacji: Koncerty zostały napisane dla Christiana Ludwiga, margrabiego Brandenburgii. Kompozytor określił je skromnie jako "koncerty z wieloma instrumentami", co nawiązuje do ich formy: concerto grosso. Polega ona na tym, że z orkiestrą współzawodniczy nie jeden solowy instrument, ale grupa kilku instrumentów (o różnym składzie). Ta różnorodność jest źródłem bogactwa brzmienia i zmienności nastroju, jakimi mogą się cieszyć słuchacze.

Cztery z sześciu Koncertów brandenburskich zabrzmią w sobotę 16 stycznia pod batutą dyrektora artystycznego FŁ Pawła Przytockiego. Wystąpią znakomici soliści, w większości będący artystami Orkiestry Symfonicznej FŁ. Koncertu będzie mozna posłuchać w formie bezpośredniej bezpłatnej transmisji na YouTube

 

UROK BLACHY 

 

Instrumenty dęte blaszane potocznie zwie się blachą. Ich dumny, donośny dźwięk potęguje się, gdy grają w zespole. Wiązankę znanych melodii muzyki poważnej - tzw. medley - nagrali muzycy Classic Brass Quintet, związani w większości z orkiestrą Filharmonii Łódzkiej: Mirosław Dudek, Tomasz Maciaszczyk - trąbki, Roman Strembicki -waltornia, Adam Blacha - puzon, Michał Walczak - tuba. Wśród wybranych utworów znajdują się m.in. "Trumpet voluntary" Jeremiaha Clarke'a, Kanon Johanna Pachelbela i Muzyka na wodzie G.F. Haendla. Nagranie umieszczone zostało na profilu FŁ na Facebooku.

https://prestoportal.pl/druga-polowa-stycznia-w-filharmonii-lodzkiej

***

Beethoven 250. Zawsze na czasie

"Przemierzając Internet w poszukiwaniu Beethovena zatrzymała mnie w piątek transmisja koncertu specjalnego z Filharmonii Łódzkiej na zakończenie Roku Beethovena i to z dwóch powodów" - całość tekstu Agnieszki Malatyńskiej-Stankiewicz, zamieszczonego na stronie Radia Kraków, poniżej.
 
"I stało się… tak jakby wszyscy czekali na ostatni moment. W tym tygodniu Internet wypełnił się Beethovenem po brzegi. Trudno się dziwić, bo 17 grudnia, a niektórzy naukowcy się spierają, że 16 grudnia minęły 250-te urodziny Ludwiga Van Beethovena. Do sieci trafiły koncerty z dawnych lat, ale i też nowości, jak chociażby nagranie wszystkich koncertów Beethovena dokonane przez Krystiana Zimermana z London Symphony Orchestra pod batutą Simona Rattle’a, które w przyszłym roku zostaną wydane na płycie. Zabrzmiał już I, II, III i IV koncert, a w poniedziałek  usłyszymy – V.
 

fot: A. Malatyńska

Pojawiła się też muzyka kameralna Beethovena w wykonaniu artystów Elbphilharmonie w Hamburgu (można oglądać na YT). Dostępny też jest np. zapis koncertu z 9 października Filharmonii Szczecińskiej, z udziałem m.in. pianisty Michaela Rolla (III Koncert fortepianowy c-moll pod batutą Michała Nesterowicza). Na stronie internetowej pianisty można także wysłuchać (nagrania audio) V Koncertu Beethovena. Kilka dni temu także NOSPR świętowała urodziny Beethovena prezentując jego muzykę kameralną: Marc Coppey – wiolonczela i François Dumont – fortepian (m.in. sonaty wiolonczelowe Beethovena).
Widać, że puls świata bije teraz zgodnie z pulsem Beethovena. Ciekawe, że temu niezwykłemu twórcy przyszło świętować 250. urodziny w tak niezwykłym roku dla kultury, gdzie w większości światowe orkiestry zawiesiły działalność koncertową a życie muzyczne przeniosło się do Internetu. Jak widać nietuzinkowy artysta, ma też nietuzinkowe urodziny. Pamiętam jak rok temu miasta Beethovenowskie – Bonn, gdzie Beethoven się urodził, i Wiedeń, gdzie spędził większość swojego życia – prześcigały się w planowaniu atrakcji Roku Beethovenowskiego. Muzyka Beethovena miała brzmieć codziennie. Pandemia to jednak zmieniła i Beethoven zszedł do sieci.
Ale to nie szkodzi, a właściwie wydaje mi się, że wyjdzie mu na dobre. Bo wielbiciele jego muzyki poradzą sobie i znajdą go w sieci, zaś ci, którzy go nigdy nie szukali być może przez przypadek odkryją.


Beethoven ma bardzo wysoką pozycję w świecie. Właściwie, to najważniejszy kompozytor, artysta, który wprowadził muzykę w nowy wymiar. Jego utwory, obok utworów Bacha, Mozarta, Strawińskiego – uznane za największe osiągnięcie ludzkości – przemierzają wszechświat w sondach voyager 1 i 2, stanowiąc wizytówkę osiągnięć człowieka.  Choć klasyfikowany jako ostatni klasyk wiedeński, po Haydnie, Mozarcie, wymyka się wszelkim regułom; stał się pierwszym romantykiem, otworzył drzwi dla romantyzmu. Ale gdy zastanowimy się głębiej, to trzeba zdać sobie sprawę, że przede wszystkim otworzył drzwi muzyce najnowszej, która porzuciła system dur i moll.
Buntownik z wyboru, kompozytor niepokorny, nie stroniący od łamania reguł w muzyce i szukający nowoczesnych – często szokujących – rozwiązań. Takich jak np. rozpoczęcie sonaty od wolnej części, albo wyrzucenie z cyklu symfonicznego menueta i zastąpienie go scherzem, albo wprowadzenie chóru i głosów solowych do symfonii, co miało miejsce w najsłynniejszym jego dziele IX Symfonii. Ten utwór przyniósł mu nie tylko sławę i szacunek, ale został uznany za przejaw geniuszu. Gdy wiele lat później tworzono płyty kompaktowe Herbert Von Karajan stwierdził, że pojemność płyty musi być taka, aby w całości zmieścić ten utwór. I tak też zrobiono.
Jego pięć koncertów fortepianowych pozwala prześledzić rozwój stylu kompozytorskiego, podobnie jak  dziewięć symfonii czy 32 sonaty fortepianowe. Ale jego dziedzictwo muzyczne obejmuje w sumie 138 kompozycji opublikowanych za życia oraz wiele po śmierci. Obok wymienionych trzeba dodać jeszcze muzykę sceniczną, kameralną (w tym kwartety i pieśni). 


Dziś już wiemy jak wiele Beethoven dokonał dla muzyki. Ale znaczenie Beethovena wykracza poza historię muzyki. Bo to kompozytor, który stał się symbolem nowoczesnego artysty. Pierwszy niezależny, nie na służbie u władców; pierwszy wolny,  dumny, piszący dla siebie, a nie dla poklasku. Miał ogromne poczucie swojej wartości. W liście do księcia Lichnowskiego pisał: „Książę, tym, czym jesteś, jesteś przez przypadek swego urodzenia. Tym, czym jestem ja, jestem wyłącznie dzięki sobie. Książąt były, są i będą tysiące – Beethoven jest tylko jeden!”
Przekraczał granice nie tylko w muzyce, czy wykonawstwie – był przecież genialnym pianistą – ale także w walce z chorobą, z głuchotą, okrutną jak dla muzyka. Miał tylko dwadzieścia osiem lat gdy zaczął głuchnąć, w wieku trzydziestu paru lat nie słyszał już wysokich dźwięków a w uszach miał szumy, a w wieku czterdziestu kilku nic już nie słyszał i zaczął się posługiwać zeszytami konwersacyjnymi. Głuchota odizolowała go od życia, ale  nie od muzyki. Wiele jeszcze nie wiemy o Beethovenie, ale możemy się domyślać, że nie był szczęśliwy... Jego manuskrypty, a zwłaszcza szkicowniki, które znajdują się w Krakowie, w Bibliotece Jagiellońskiej, zdradzają gwałtowność i zachłanność na muzykę którą miał w sobie. Beethoven w nich pisze  kulfonami, zamaszyście, wydrapując fragmenty, które nie przynoszą mu zadowolenia.
Przemierzając Internet w poszukiwaniu Beethovena zatrzymała mnie w piątek transmisja koncertu specjalnego z Filharmonii Łódzkiej na zakończenie Roku Beethovena i to z dwóch powodów. Pierwszy to program: zabrzmiały utwory nie z tzw. kanonu Beethovenowskiego, czyli fragmenty muzyki baletowej „Twory Prometeusza” z 1801 roku oraz Koncert potrójny na skrzypce, wiolonczelę i fortepian C-dur z lat 1803/1804 w świetnym wykonaniu: Rosanne Philippens – skrzypce, Camille Thomas – wiolonczela (grająca na instrumencie Stradivarius z 1730 roku) oraz Julien Libeer – fortepian. Drugim powodem był Paweł Przytocki, dyrygent z Krakowa, który dyrygował tym koncertem, obecnie szef Łódzkich Filharmoników, kiedyś dyrektor Filharmonii Krakowskiej. Chciałam posłuchać jak poprowadzi orkiestrę i solistów. I zrobił to wspaniale. To był świetny koncert.
Rok Beethovena się kończy, ale jego muzyka pozostaje z nami. I to jest dobra wiadomość. Wystarczy poszperać w Internecie i już – jest: Beethoven zawsze na czasie".
Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

http://www.radiokrakow.pl/dziennikarze/blog/agnieszka-matatymska-stankiewicz/beethoven-250-zawsze-na-czasie/

*

Muzyka, która zostaje [zakończenie Roku Beethovenowskiego w Filharmonii Łódzkiej]

Rok 2020, mimo ciążącej nad nim pandemią, należał do wielkiego kompozytora Ludwiga van Beethovena. Wielu instytucjom kultury udało się zaprezentować jego niepodważalnie mistrzowskie dzieła – nie tylko te najbardziej popularne.

"Tego wieczoru nie zabrakło również niespodzianek i atrakcji. Każdy instrument ma swoją historię, jednak warto wspomnieć, że wiolonczela, której posiadaczką jest Camille Thomas, to stradivarius z 1730 r. To właśnie jej przenikliwe brzmienie zainspirowało Fryderyka Chopina do stworzenia Sonaty wiolonczelowej” - pisze Maria Krawczyk (portal Presto) w recenzji koncertu, który odbył się w FŁ 15 grudnia.

fot. Dariusz Kulesza

 

Dwa dni po 250. rocznicy urodzin Ludwiga van Beethovena Filharmonia Łódzka wraz ze swoimi melomanami świętowała zakończenie Roku Beethovenowskiego. Z tej okazji odbył się koncert specjalny z udziałem Orkiestry Symfonicznej FŁ, którą poprowadził Paweł Przytocki. W programie znalazły się nieczęsto wykonywane, a jednak wiele znaczące dzieła kompozytora – fragmenty muzyki do baletu „Die Geschöpfe des Prometheus” op. 43 oraz „Koncert potrójny na skrzypce, wiolonczelę i fortepian C-dur” op. 56. To, co dobre, szybko się kończy, ale w przypadku dzieł Beethovena można być pewnym, że zostaną z nami na dłużej i jeszcze nieraz usłyszymy je w salach koncertowych. Beethovena postrzega się jako jednego z ważniejszych kompozytorów historii muzyki oraz uważa się go za istotnego reformatora, który przyczynił się np. do: ewolucji cyklu sonatowego, rozwinięcia faktury pianistycznej oraz sposobów gry na tym instrumencie. Początkowo Beethoven nawiązywał w swojej twórczości do Mozarta, ale z czasem jego kolejne kompozycje już wyprzedzały następne epoki. Nic więc dziwnego, że muzyka Beethovena cieszy się takim powodzeniem we współczesnych czasach. Ona się nie starzeje – im starsza, tym lepsza!

Muzyka do baletu „Twory Prometeusza” była początkiem nie tylko koncertu, lecz także melodii zwanych przez badaczy „prometejskimi”, które można odnaleźć w późniejszej twórczości fortepianowej kompozytora oraz w samej „Eroice”. Drugim utworem, który wybrzmiał podczas tego wieczoru, był koncert C-dur op. 53. Został on napisany w latach 1803–1804 dla księcia Franza Josepha Lobkowitza – pianisty i ucznia Beethovena. Koncert sam w sobie jest przepełniony energią i lekkością muzykowania, jednak tego wieczoru wszystko to było zwielokrotnione – na scenie kipiała młodość. Utwór można było usłyszeć w wykonaniu trojga niezwykle uzdolnionych solistów, pochodzących z Francji i Niderlandów: Rosanne Philippens – skrzypce, Camille Thomas – wiolonczela oraz Juliena Libeera – fortepian. Soliści przyjaźnią się ze sobą, co było widoczne podczas wykonania. Czysta radość i przyjemność windowane z każdym kolejnym taktem.

Tego wieczoru nie zabrakło również niespodzianek i atrakcji. Każdy instrument ma swoją historię, jednak warto wspomnieć, że wiolonczela, której posiadaczką jest Camille Thomas, to stradivarius z 1730 r. To właśnie jej przenikliwe brzmienie zainspirowało Fryderyka Chopina do stworzenia „Sonaty wiolonczelowej”. Dusza dla instrumentów smyczkowych jest jak serce dla człowieka. W tej wiolonczeli dusza bije już od 290 lat. Możemy sobie tylko wyobrazić, ile ona „widziała” i co przetrwała. Może właśnie dlatego tak piękne i ujmujące jest jej brzmienie. Instrument z taką historią dla niejednego może się stać korytarzem czasu. To niesamowite móc usłyszeć te same brzmienia co Chopin. Za każdym razem, gdy wykonawczyni pociąga smyczkiem po strunie, ta wiolonczela opowiada swoją historię.

A co z niespodzianką? Zaraz po zakończeniu programu koncertu dyrygent Paweł Przytocki złożył życzenia z okazji nadchodzących świąt, a chwilę później wybrzmiało „Adeste Fideles” wykonane przez trójkę solistów. Tym pięknym akcentem zakończono Rok Beethovena w Filharmonii Łódzkiej. Jednak warto wspomnieć słowa Camille Thomas, która w jednym z przedkoncertowych wywiadów powiedziała, że ten wspaniały kompozytor jest z nami od 250 lat i mimo tego, że wszystko się zmienia, pandemia przychodzi i odchodzi, to jego muzyka będzie trwała przez kolejne wieki.

Maria Krawczyk
https://prestoportal.pl/muzyka-ktora-zostaje-zakonczenie-roku-beethovenowskiego-w-filharmonii-lodzkiej?fbclid=IwAR2XVhNHXzMXPURsUpVc5LF-S7eqeYSBKofKKswGkx_LtNgvFnYMjTJFg2Y

*

Dawid Ber: Gramy więcej niż przed pandemią

"Mimo wszystko dla chóru jest to czas rozwoju ze względu na mniejsze składy, w jakich pracujemy. Skłania to do nieco innej aktywności, dotykamy repertuaru, którego na co dzień nie śpiewaliśmy" – powiedział chórmistrz FŁ Dawid Ber w rozmowie przeprowadzonej przez kwartalnik "Presto" przed transmisją koncertu 20 grudnia.
Całość wywiadu:

fot. Jerzy Maciej Koba

O działalności Filharmonii Łódzkiej w czasie pandemii i najbliższym świątecznym koncercie z dyrygentem chóru, Dawidem Berem rozmawia Magdalena Burek.

Magdalena Burek: Repertuar tegorocznego koncertu świątecznego (20 grudnia) jest niezwykle bogaty, obejmuje utwory od czasów renesansu po współczesność, od utworów klasycznych po inspirowane muzyką ludową, jak na przykład kolędy kaszubskie.

Dawid Ber: Szukałem utworów, które tematyką i charakterem nawiązują do okresu Adwentu i Bożego Narodzenia, wyrażających radość i zadumę. Utworów zarówno znanych, jak i nieznanych. Będziemy wykonywać między innymi „Ubi Caritas et Amor” M. Lauridsena, „Magnificat” A. Koszyckiego i barokowe perełki Bartłomieja Pękiela. Czyli okoliczności, tematyka i emocje, które wiążą się z Bożym Narodzeniem – to słowa-klucze w doborze repertuaru.

Można powiedzieć: tradycyjny, świąteczny repertuar chóralny.

Z towarzyszeniem organów. Podczas koncertu 20 grudnia będziemy śpiewać przy akompaniamencie Krzysztofa Musiała, wybitnego organisty. Dla naszego chóru będą to utwory nowe, jeszcze nie mieliśmy okazji ich wykonywać – z jednym wyjątkiem: kolęda kaszubska „Bi, bi, synku, bi”. Na co dzień śpiewamy dzieła kantatowo-oratoryjne. Zasadniczo jest to repertuar z udziałem orkiestry, ale i recitale chóralne. Od marca natomiast pracujemy w mniejszych składach, więc skupiamy się na literaturze chóralnej a cappella lub z udziałem pojedynczych instrumentów czy organów.

Jak się zmieniła praca z chórem w czasie pandemii?

Nie praktykujemy dużych koncertów z orkiestrą. We wrześniu na inauguracji udało się wykonać „Stworzenie świata” w małej obsadzie chóru i orkiestry, ale to był od marca jedyny taki koncert. Mimo wszystko dla chóru jest to czas rozwoju ze względu na mniejsze składy, w jakich pracujemy. Skłania to do nieco innej aktywności, dotykamy repertuaru, którego na co dzień nie śpiewaliśmy. Skupialiśmy się na większych dziełach oratoryjnych, a teraz zaglądamy do rzeczy kameralnych, na przykład motetów Bacha. Różnorodność repertuarowa jest naprawdę wielka. Pozostaje nam tęsknota za wielkimi dziełami, bo to był i jest nasz główny punkt zainteresowań wykonawczych.

A jeśli chodzi o działalność Łódzkiej Filharmonii w ogóle?

Gramy więcej niż do tej pory. Mamy więcej pracy, ponieważ dzieląc zespoły na mniejsze składy każdy musi wykonać swoją normę, więc tych koncertów jest bardzo dużo, często gramy przez całe weekendy z piątkiem włącznie.

Zamiast jednego zespołu jest… Da się określić ile?

Różnie. Na przykład chór w trzech obsadach to znaczy w podziale na trzy zespoły i orkiestra w trzech różnych konfiguracjach. Składy cały czas ewoluują, nigdy nie pracujemy w tym samym, bo jest to dużo ciekawsze i bardziej wartościowe, budzące inny rodzaj ekspresji niż podczas pracy ciągle z tymi samymi osobami. Koncerty odbywają się online. Do końca października czy listopada graliśmy dla jednej czwartej sali publiczności, około kilkudziesięciu osób, a nie dla kilkuset.

Czyli stopniowe pomniejszanie składu, ale i zacieśnianie więzi w zespołach kameralnych, nowy repertuar… Pozwolę sobie na pytanie poza tematem: był Pan uczniem Franciszka Wesołowskiego – zasłużonego pedagoga, teoretyka muzyki. Jego książka „Zasady muzyki” nadal jest ważnym podręcznikiem w edukacji muzycznej. Jakim on był pedagogiem? Człowiekiem?

Miałem szczęście pisać u Pana Profesora pracę magisterską. Był w pełni oddany, otwarty. Spotykaliśmy się w jego domu, ponieważ był wówczas w zaawansowanym wieku. Zajęcia nigdy nie trwały 45. minut. Rozmawialiśmy po kilka godzin na tematy związane z pracą magisterską, ale też po prostu z życiem, muzyką. To był człowiek, który nigdy żadnemu uczniowi nie udowadniał jego niewiedzy, zawsze zauważał drobiazgi i doceniał je z ogromną skromnością, naturalnością. Nie czuło się skrępowania wynikającego z pełnionej przez niego funkcji profesora. Tworzył ciepłą atmosferę rozmowy i pracy. Miałem z nim kontakt właściwie do samej śmierci, zawsze był otwarty na rozmowę, można było do niego zadzwonić czy pojechać, zapytać o coś, poradzić się. Naprawdę miło wspominam te rozmowy. Wpadało się na pięć minut, a potem stało się dwie godziny w korytarzu czy przejściu, bo to miała być przecież tylko chwila rozmowy. Profesor mieszkał w skromniutkim mieszkaniu wypełnionym książkami i fortepianem, do tego biurko, dwa krzesła i tyle. Ogromna wiedza i spokój. Przy czym profesor osobowościowo był cholerykiem, potrafił wybuchać w wielu sytuacjach, ale zawsze było to umotywowane. Powiedziałbym: jeśli się denerwował to zawsze w dobrej wierze.

https://prestoportal.pl/dawid-ber-gramy-wiecej-niz-przed-pandemia

***

 

 

 
Paweł Przytocki: Rok Beethovena się nie kończy

"Możliwość zagrania piątkowego koncertu, nawet jeżeli jest to koncert online, jest dla nas ogromnym przeżyciem. Nie wiem, jak to się dzieje, ale jest w nas ta sama koncentracja, ta sama energia, co wtedy gdy gramy dla widzów na sali" – powiedział dyrektor artystyczny FŁ Paweł Przytocki w rozmowie przeprowadzonej przez kwartalnik "Presto" przed transmisją koncertu 18 grudnia (Zakończenie Roku Beethovena).
Całość wywiadu:

fot. Ireneusz Skąpski

O działalności filharmonii w czasie epidemii, przywileju koncertowania oraz o tym, dlaczego dzisiaj szczególnie potrzebujemy Beethovena, z dyrygentem i dyrektorem artystycznym Filharmonii Łódzkiej Pawłem Przytockim rozmawia Maria Nowrot.

Maria Nowrot : Filharmonia Łódzka przeniosła prawie cała swoją działalność do sieci. Jak odnajdują się Państwo w tej sytuacji? Czy ponowne zamknięcie instytucji kultury było zaskoczeniem, czy może Państwo spodziewali się tego i mieli czas opracować plan działania?

Paweł Przytocki: Byliśmy przygotowani. Chciałbym jeszcze przypomnieć, że od sierpnia do momentu całkowitego zamknięcia zagraliśmy ok. 20 koncertów z udziałem publiczności. Nie oszukujmy się – epidemia o takim zasięgu nie zniknie w ciągu kilku miesięcy. Na szczęście na wolnym rynku nie brakuje firm, które pomagają nam zorganizować transmisje koncertów w doskonałej jakości i nie musimy samodzielnie się zajmować ich stroną techniczną. A bezpośrednia transmisja muzyki to nie jest łatwe zadanie, zawsze może pojawić się jakiś problem przepustowości, jakieś rwanie dźwięku. Na szczęście uczymy się z koncertu na koncert i zyskujemy cenne doświadczenia.

Czy koncerty online mogą choć częściowo zastąpić spotkanie ze sztuką na żywo?

Nie wiem, czy mogą sztukę na żywo zastąpić, ale na pewno są potrzebne. Widzę, jak ludzie się bardzo angażują w te koncerty online. Nasz ostatni koncert z piosenkami Seweryna Krajewskiego, zaaranżowanymi przez Leszka Kołodziejskiego, w wykonaniu Izy Połońskiej i Wojciecha Myrczka, zgromadził kilka tysięcy odbiorców. To dużo więcej, niż mogłaby pomieścić nasza widownia podczas koncertu na żywo. Te koncerty zaczynają docierać nawet za granicę, co jest szansą na zwiększenie międzynarodowej rozpoznawalności Filharmonii Łódzkiej. Ponadto powinniśmy pamiętać o tym, jakim przywilejem jest to, że grać w ogóle możemy. Ogromna liczba zagranicznych orkiestr zawiesiła swoją działalność. Całkowicie. Na miesiące, czasem na cały rok. A my wciąż gramy.

Co decyduje o tym, czy instytucje kulturalne mogą w czasie pandemii kontynuować działalność?

Najprościej mówiąc – pieniądze. Metody finansowania instytucji. My jesteśmy finansowani przez Samorząd Województwa Łódzkiego oraz częściowo przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i to nam gwarantuje przetrwanie, umożliwia dalszą działalność.

Czy dla Państwa jako artystów możliwość stałego koncertowania jest ważna?

Oczywiście. Możliwość zagrania piątkowego koncertu, nawet jeżeli jest to koncert online, jest dla nas ogromnym przeżyciem. Nie wiem, jak to się dzieje, ale jest w nas ta sama koncentracja, ta sama energia, gdy gramy dla widzów na sali. Ta świadomość, że gdzieś tam za ekranami monitorów jest nasza publiczność – to wystarcza, byśmy mieli z nimi poczucie łączności.

Przed nami koncert wieńczący Rok Beethovena w Filharmonii Łódzkiej.

Tak, ale nie oznacza to, że twórczość Beethovena da się zamknąć w ramach jakiejkolwiek rocznicy. Muzyka Beethovena musi być przy nas stale obecna, szczególnie teraz, w dobie kryzysu instytucji, które miały dbać o nasze zdrowie duchowe. Ze strefy sacrum tylko muzyka pozostała jeszcze czysta i nienaruszona. Dlatego potrzebujemy muzyki, potrzebujemy Beethovena z jego humanizmem i bezkompromisowością.

Co nas czeka podczas piątkowego koncertu?

Zagramy muzykę do baletu „Prometeusz” op. 43 oraz koncert na skrzypce, wiolonczelę i fortepian C-dur op. 56, i z tego wyboru repertuaru bardzo się cieszę. Muzyka do baletu „Prometeusz” jest bardzo rzadko wykonywana, a jest ona kluczem do zrozumienia symfoniki Beethovena. Znajdziemy tam pomysły i motywy, które Beethoven później rozwinął w swoich największych dziełach. Chciałbym pokazać publiczności pewien kontekst – że ten utwór, choć nie należy do najbardziej wiekopomnych dzieł kompozytora, miał w sobie zalążki już jego późniejszych utworów. Tych, które teraz uważamy za ponadczasowe.
W drugiej części koncertu trójka znakomitych solistów: Rosanne Philippens, Camille Thomas i Julien Libeer wykona „Potrójny” koncert Beethovena, o którym można powiedzieć, że pod względem wyrazu jest przeciwieństwem V symfonii, a szczególnie jej pierwszej części, pełnej tragizmu i patosu. Koncert ten jest eksplozją energii, optymizmu, sił witalnych, kwintesencją pozytywnego myślenia. Czyli ma w sobie wszystko to, czego w tej chwili chyba najbardziej potrzebujemy.

Jakie są Pana prywatne odczucia, gdy Rok Beethovena dobiega końca?

Trudno o nim mówić w całości jako o roku udanym, choć przewrotnie się cieszę, że nie wszystkie koncerty na świecie doszły do skutku, bo uniknęliśmy dzięki temu iluś tam przeróbek muzyki Beethovena na jazzowo czy hiphopowo i rockowo, czego nie trawię.
Wracając jednak do Filharmonii Łódzkiej – udało się nam zrealizować plany Roku Beethovena niemal w całości. Zagraliśmy w roku 2019 i 2020 niemal wszystkie symfonie – oprócz VI i IX, ale akurat dyrygowałam tę symfonię w grudniu 2019 r. we Frankfurcie, więc dla mnie cykl się zamknął.
Niektórych projektów, jak np. wykonania „Missy solemnis”, nie udało się nam zrealizować, ale zostało ono przeniesione na kolejny rok. Muzyka Beethovena jest obecna naszych repertuarach niezależnie od świąt i rocznic, więc można powiedzieć, że każdy rok jest rokiem Beethovena, bo jak mawiał kompozytor, „muzyka jest wyższym objawieniem niż wszelka mądrość i filozofia…”.

http://prestoportal.pl/pawel-przytocki-rok-beethovena-sie-nie-konczy

 

***

Na stronie magazynu "Presto" recenzja:

"Piątkowy (20.11.2020) koncert symfoniczny Filharmonii Łódzkiej pod batutą maestro Antoniego Wita za nami. Cóż to było za wydarzenie! Myślę, że można spokojnie powiedzieć, że narodził się nowy rodzaj odbioru muzyki. Nazwałabym to zjawisko „internetowym salonikiem muzycznym”, w którym każdy może podyskutować, pogratulować i podzielić się własnymi przeżyciami związanymi z tym, co przed chwilą usłyszał i zobaczył na swoim ekranie. Przestrzeń internetowa nie kojarzy się z nadmiarem życzliwości. Anonimowość stwarza poczucie nieograniczonej wolności i bezkarności. Szczególnie w ostatnim czasie trudno sobie wyobrazić dyskusje w sieci bez złośliwości. Jednak miałam wrażenie, że podczas tego koncertu nikt z komentujących nie chciał być anonimowy. Atmosfera panująca w komentarzach pod transmitowanym koncertem emanowała uprzejmością i poczuciem wzajemnego zrozumienia. Od samego początku widzowie witali się między sobą, komentowali, skąd pochodzą i dokąd dotarła transmisja. Ponadto wśród osób zamieszczających komentarze pojawili się przedstawiciele filharmonii, którzy również włączali się w dyskusję i dawali znać publiczności, że cieszą się z tak licznego przybycia. W jednym z komentarzy zaznaczyli, że na obu platformach jest więcej odbiorców niż krzeseł na publiczności FŁ. Jeśli wziąć pod uwagę to, że przed odbiornikami mogło zasiąść więcej niż jedna osoba – ta liczba powiększyłaby się znacząco. Jakie z tego wnioski? Filharmonia Łódzka ma wielu sympatyków, którzy lubią spędzać czas na wspólnym słuchaniu muzyki. Nic, tylko brać przykład!

Podczas koncertu orkiestra Filharmonii Łódzkiej wykonała dwie symfonie – reprezentującą dojrzały klasycyzm symfonię G-dur nr 92 „Oksfordzką” Josepha Haydna oraz przedstawicielkę wczesnego romantyzmu V symfonię B-dur Franza Schuberta. Tego wieczoru odpowiedzialny za „słowo” Marcin Majchrowski swoim radiowym głosem zwrócił uwagę słuchaczy i opowiedział kilka ciekawostek dotyczących historii powstania tych dzieł. Symfonia G-dur nr 92 została ukończona w 1789 r. na zamówienie z Paryża i Bawarii. W późniejszych latach Joseph Haydn wyruszył do Anglii, by stworzyć dwanaście symfonii. W tym czasie został wyróżniony doktoratem honoris causa na Uniwersytecie Oksfordzkim. Podczas uroczystości dzieło wykonano pod batutą samego kompozytora. Od tego momentu symfonia otrzymała swój podtytuł – „Oksfordzka”. Podczas koncertu naszła mnie myśl, jak bardzo różni się współczesne wykonanie od tego, którym dyrygował Haydn? Ale i piątkowa symfonia była znacząco inna od tych, które wybrzmiewają ówcześnie w salach koncertowych, a to dlatego, że z powodu wprowadzonych restrykcji skład orkiestry został częściowo zmniejszony. W jednej z zapowiedzi koncertu Antoni Wit podkreślił, że jest to bezsprzecznie spore utrudnienie dla instrumentalistów. Jednak od pierwszych dźwięków wyrafinowanej brzmieniowo części Adagio, którą można nazwać wstępem do niezwykle żywiołowego Allegra spiritoso, jasne staje się, że nie ma powodów do obaw. Zaraz po części drugiej można było usłyszeć kolejno pełne kontrastów: Adagio cantabile, Menuetto: Allegretto oraz Presto, które jak wir wciąga swoim niezwykłym tempem i zmiennością materii. Po pierwszym utworze posypała się niezliczona liczba gratulacji, emotikon „braw” i „serduszek” oraz słów życzliwości dla artystów. Sam dyrektor Filharmonii Łódzkiej doczekał się pozdrowień od kolegi z klasy. Jednak gdy artyści wstali, w tle biła im brawo jedynie głucha cisza. Uświadomiłam sobie, że orkiestra nie widzi tej niezwykle ujmującej aktywności widzów na czacie, co więcej, nie ma pojęcia jak wielka jest ta publiczność. Oczywiście każdy wykonawca mógł przeczytać gratulacje po koncercie, ale to chyba nie to samo…

W drugiej części koncertu, za sprawą V symfonii B-dur Franza Schuberta, można było się przenieść do czasów wczesnego romantyzmu. Marcin Majchrowski wspomniał, że mimo młodego wieku 19 lat, kompozytor podszedł do stworzenia tego dzieła z wyraźną dojrzałością. Ukazał w nim swoją fascynację Mozartem, a co za tym idzie, klasyczną formą i przejrzystą orkiestracją, którą podkreślił brakiem klarnetów, trąbek i kotłów w składzie wykonawczym. W każdej z części: Allegro, Andante con moto, Menuetto oraz Allegro vivace, można było dostrzec niezwykłą umiejętność tworzenia lirycznych linii melodycznych, co jest bez wątpienia uzasadnione w przypadku Schuberta, którego można nazwać specjalistą od pieśni i liryki wokalnej.

I znów na scenie koncert uczczony chwilą ciszy i odgłosem uderzania smyczków o pulpity, a w komentarzach wrzawa, radość i serdeczne gratulacje. Te dwa światy udało się połączyć przez kamerę, ale jak widać na załączonym obrazku, nie wszystko da się zastąpić. Orkiestra wraz z dyrygentem nie otrzymała zasłużonego wynagrodzenia w postaci braw. Wyobraźmy sobie ten aplauz!"

Maria Krawczyk

prestoportal.pl/internetowy-salonik-muzyczny-w-domowym-salonie-relacja-z-koncertu-online-filharmonii-lodzkiej

 

 

 

 

 

Ścieżki dźwiękowe:

1. Relacja z próby Orkiestry Symfonicznej FŁ z Maestro Antonim Witem w TV Toya

2. TV Toya o bezpłatnych transmisjach online w FŁ - przed koncertem Odkrywców Muzyki

3. Wywiad z Dyrektorem FŁ Tomaszem Bębnem w TV Toya, "Co jest grane"

4. Wywiad z Dyrektorem Artystycznym FŁ Pawłem Przytockim – w którym mówi o planach na drugą część sezonu 2020/2021 oraz zachęca do słuchania i oglądania koncertów online

 

Strona internetowa Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina zrealizowana w ramach projektu „FŁ100. Stuletnia i nowoczesna Filharmonia Łódzka marką regionalną” współfinansowana przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz z budżetu państwa.